NASZE ZABAWY NA FACEBOOKU: ARTY Z RANA#TRUDNESPRAWYTAWERNY

Recenzja przedpremierowa filmu „Wojna o planetę małp”

Udostępnij artykuł

Udostępnij na facebooku 0
Udostępnij na twitterze 0

Ta trylogia to filmowy ewenement. Rzadko bowiem zdarza się tak, że kolejna część jakiejś serii jest lepsza od poprzedniej. Przeważnie mamy do czynienia z dobrym pierwszym filmem i mniej lub bardziej udanymi jego kontynuacjami. W przypadku trylogii o Planecie Małp sprawa wygląda zupełnie inaczej – to pierwsza część cyklu była tą najgorszą, aczkolwiek nie oznaczy to, że obraz był zły, po prostu druga odsłona okazała się jeszcze lepsza, a trzecia… Trzecia wycisnęła z widza najwięcej emocji, pozostawiła go z kotłującymi się w głowie myślami, pokazała, że zrobienie dobrego filmu wcale nie jest rzeczą niemożliwą.

Cezar wraz ze swoimi pobratymcami ukrywa się przed ludźmi w lasach. Po pokonaniu Koby pragnie jednego – by przedstawiciele homo sapiens zostawili małpy w spokoju, w końcu te nie mają wobec nich wrogich zamiarów. Niestety spokój nie trwa wiecznie, ludzie bardzo szybko odnajdują kryjówkę Cezara i ją atakują. Wprawdzie straty pojawią się nie tylko po stronie małp, większość oddziału atakujących zostaje przetrzebiona, jednak przywódca małp wie, że człowiek nie zrezygnuje i znowu zaatakuje. Tak właśnie się dzieje. Podczas kolejnego starcia giną żona i syn Cezara. Ten poprzysięga zemstę na osobie, która odpowiada za zgon bliskich bohatera – Pułkowniku. W tym celu, wraz z garstką małp, wyrusza do siedziby wroga.

Zdjęcie z filmu „Wojna o planetę małp”

W tej części już od początku wiadomo, kto jest tym dobrym, a kto złym. O ile we wcześniejszych odsłonach te granice się zacierały – mieliśmy dobrych i złych ludzi oraz dobre i złe małpy, tak w przypadku Wojny o planetę małp twórcy pokazali jak bardzo zezwierzęceni potrafią być przedstawiciele homo sapiens, a jak ludzkie zwierzęta. Podlegająca Pułkownikowi jednostka to zwyrodnialcy, w pewnym momencie grana przez Woody’ego Harrelsona postać wyznaje swoje grzechy, co zrobiła, by utrzymać czystość ludzkiej rasy i pozbyć się aberracji. Do „odstępstw od normy” należą ludzie, których zaatakował tajemniczy wirus.

Jak widać koło się zatacza, ludzie sami sobie zgotowali ten los – najpierw stworzyli inteligentne małpy, które w pewnym momencie z zachowania zaczęły przypominać przedstawicieli homo sapiens, później wirusa mającego wpływ na nich samych. Cały motyw dotyczący utraty przez człowieka człowieczeństwa, i to nie tylko przez bestialskie zachowanie wobec małp czy swoich bliźnich, okazał się niezwykle ciekawy i prowadzi tylko do jednego – końca człowieczej dominacji nad światem.

Zdjęcie z filmu „Wojna o planetę małp”

Od początku wiadomo, komu należy się wygrana w tym starciu ras. Obie strony konfliktu zajmują zupełnie inne stanowiska: małpy nie są chętne do przelewania krwi, pragną spokoju, skrawka lasu dla siebie, gdzie mogłyby zająć się wychowywaniem swoich młodych. Ludzie nie są jednak w stanie zrezygnować, boją się, w końcu w jakiś niezrozumiały dla nich sposób zwierzęta zaczęły mówić, myśleć i podejmować własne decyzje. Nie są już atrakcją w ZOO, mają w sobie ludzkie cechy. Nic jednak nie tłumaczy zachowania Pułkownika i jego wyznawców. Tak, wyznawców, gdyż w pewnym momencie odbiorca widzi, jak daleko posunęła się cała obsesja walki z małpami czy z tajemniczym wirusem.

Kiedy małpa zabija małpę – robi to, by ocalić własne życie, albo to swoich bliskich, lub pomścić krzywdy, człowiek zabija człowieka  niejako dla sportu – bo zaatakował go wirus, który działa na ludzki ośrodek mowy, bo stanął po innej stronie barykady, bo nie należy do naszej watahy.

Zdjęcie z filmu „Wojna o planetę małp”

 Matt Reeves kolejny raz udowodnił, że w dzisiejszych czasach da się nakręcić dobry wizualnie, ale także fabularnie film. Wszystko zostało przemyślane, większość produkcji pokazuje dylematy moralne Cezara, to jak walczy sam z sobą – z jednej strony nie chce być taki jak ludzie czy Kobo, z drugiej nie potrafi wyzbyć się chęci zemsty za śmierć swoich bliskich.

Wojna o planetę małp to niezwykle wciągający i przemyślany obraz. Reeves gra na uczuciach widzów, pokazuje, jak niewiele brakuje, by przekroczyć granicę, za którą to człowiek staje się zwierzęciem. I wcale nie potrzeba żadnego wirusa, by odkryć tę stroną homo sapiens. W przypadku tej produkcji z góry wiadomo, po czyjej powinno się stanąć stronie. A zakończenie… Pokazuje, do czego prowadzi zawiść i chora ambicja posiadania kontroli nad życiem słabszych.

Zdjęcie z filmu „Wojna o planetę małp”

Ocena tawerny

1 2 3 4 5 5

Inne w tej kategorii

BFG – Bardzo Fajny Gigant

Historia przyjaźni olbrzyma i małej dziewczynki

„Wonder Woman” – recenzja filmu

Girl power?

„Piękna i Bestia” – recenzja filmu

Tale as old as time

Podsumowanie serialu „Grimm”

... ot i bajka cała

Zobacz nas na Instagramie