NASZE ZABAWY NA FACEBOOKU: ARTY Z RANA#TRUDNESPRAWYTAWERNY

„Pathologic” – recenzja gry planszowej

Udostępnij artykuł

Udostępnij na facebooku 0
Udostępnij na twitterze 0

Jest takie miasteczko na skraju rosyjskiej prowincji ze wszech stron otoczone stepem, wyizolowane, gdzie podobno możliwe są cuda. Chwilowo najosobliwszy fenomen, jaki się tam spotyka, stanowi szalejąca epidemia tajemniczej choroby – ale kto powiedział, że cuda nie mogą zbierać krwawego żniwa? Niezwykłym zrządzeniem losu (albo władz) do tego zapomnianego miejsca przybywa trójka obcych, trójka uzdrowicieli…

Jeśli uważnie śledzicie artykuły, które pojawiają się na Ostatniej Tawernie, to wiecie już, czym jest Pathologic. Mimo to krótkie przypomnienie: w 2005 roku moskiewskie studio Ice-Pick Lodge wydało grę komputerową opowiadającą o dwunastu dniach walki z morderczą plagą w wyobcowanej społeczności, gdzie wszyscy znają się nawzajem i żywią rozmaite uprzedzenia oraz hołdują zabobonom. Produkcja, choć pełna niedostatków, zyskała status kultowej i zaskarbiła sobie miłość rzeszy fanów. Toteż kiedy nastała era crowdfundingu, Rosjanie postanowili jeszcze raz zmierzyć się z tematem. Na efekt przyjdzie nam poczekać do jesieni 2017 roku, niemniej jednym z celów dodatkowych osiągniętych podczas zbiórki było wydanie gry planszowej bazującej na oryginalnym pomyśle. Więc oto przed wami: planszówka Pathologic!

Anatomia epidemii

Na zawartość pudełka składają się: plansza z mapą miasta, karty postaci, pionki uzdrowicieli i podopiecznych z podstawkami, karty wydarzeń, recept, nekrologów i mutacji choroby, zeszyt plagi, żetony paktów, zasobów, blokady, liczniki dowodów – i oczywiście instrukcja. Wszystkie elementy są ładnie wykonane, w większości z solidnego, grubego kartonu. Nad szatą graficzną czuwał Meethos – artysta od początku związany z marką Pathologic, toteż ilustracje trzymają ten sam styl, co grafiki i concept arty do oryginału. Nawet ornamenty, które pojawiają się na koszulkach kart, odpowiadają tajemniczym symbolom napotykanym w grze komputerowej, widać więc, że zadbano o odwzorowanie szczegółów. Jedyne zastrzeżenie, jakie mam do wykonania planszówki, to fakt, że kolory wyszły w druku zbyt ciemne – na przykład ilustracja z okładki instrukcji jest przez to trochę nieczytelna. Osobiście też widziałabym opakowanie utrzymane w bardziej kojarzącej się ze stepem kolorystyce, więcej różnych odcieni sepii, a mniej czerni. Mimo dość intrygującego obrazka na froncie – szkieletowej personifikacji plagi z płonącymi ślepiami – nie jestem pewna, czy ciemne, monochromatyczne pudełko zwróciłoby moją uwagę w sklepie.

Najwięcej radości sprawiło mi przyglądanie się rozrysowanej na planszy mapie miasta – ze względów sentymentalnych. To dokładnie ta sama mapa znana z gry na PC: zgadza się rozkład budynków i dzielnic, można dopatrzeć się ilustracji z katedrą, zaprzeczającym prawom fizyki wielościanem, fabryczną termitierą czy dworcem kolejowym. I zaraz zbiera się człowiekowi na wspomnienia: o, tu mieszkała rodzina Kainów, a tutaj pobili Artiemija, tu zaś po raz pierwszy spotykało się albinosa… i tak dalej. Spodobał mi się również zeszyt plagi – tym razem okładka i wykonanie zupełnie odpowiadają moim oczekiwaniom estetycznym co do wyglądu Pathologica. Jest tylko jeden problem – aż żal cokolwiek w nim notować…

Altruizm i małostkowość

Jak zapewne się domyślacie, głównym celem planszówkowego Pathologica jest zapobieżenie rozprzestrzenianiu się plagi. Cóż – nieprawda. To znaczy prawda, ale tylko w trzech czwartych (albo nawet jeszcze mniej). Grę zaprojektowano tak, że optymalna liczba graczy wynosi cztery – choć istnieją też warianty rozgrywki dla dwóch i trzech. Większość uczestników zabawy wcieli się w znanych z wersji komputerowej protagonistów: bakałarza, haruspika i oszustkę, ale jedna osoba zawsze będzie sterowała… samą plagą. Zadaniem tej ostatniej jest jak najszybsze wyeliminowanie trzech postaci podopiecznych z ustalonej wcześniej listy ofiar. Zadanie każdego z uzdrowicieli zaś wbrew pozorom polega nie tyle na uleczeniu choroby, co na zebraniu dostatecznej liczby dowodów, aby wykazać, że to właśnie jego metoda walki z epidemią jest tą właściwą. Mam nadzieję, że rozumiecie, jak istotna to różnica, i dostrzegacie wynikający stąd egoizm postaci czy wręcz możliwość dążenia do celu po trupach.

Mimo tego Pathologic to specyficzny tytuł, w którym rywalizacja miesza się w różnych proporcjach z kooperacją. Wynika to stąd, że plaga od początku znajduje się na uprzywilejowanej pozycji – jej ruchów po planszy nie widać (są notowane w zeszycie), nie da się jej zabić ani na dłużej wyeliminować. Dlatego jeśli uzdrowiciele przyjmą strategię skrajnie egoistyczną – prawdopodobnie przegrają w ciągu zaledwie kilku rund. Natomiast jeśli wzajemne rzucanie sobie kłód pod nogi przeplotą okresami współpracy… Cóż, jedno z nich ma szansę na zwycięstwo – ale tylko jedno. Przyznam szczerze, że ta specyficzna relacja – pomieszanie altruizmu z małostkowością – jaka wytwarza się między postaciami graczy, to jedna z największych zalet planszówkowego Pathologica.

Asymetryczna rozgrywka nie każdemu jednak przypadnie do gustu. Początkowo może się wręcz wydawać, że wygranie z plagą jest niemożliwe. Jednak po rozegraniu kilku partii, lepszym poznaniu mechaniki gry i działania poszczególnych kart uzdrowiciele zaczynają tworzyć bardziej wyrafinowane strategie – i nagle okazuje się, że i przed plagą stoi nie lada wyzwanie, aby pomieszać im szyki. Wreszcie rzeczona asymetria jest bezpośrednią spuścizną po grze komputerowej, w której protagoniści musieli stawiać czoła wciąż zaostrzającej się sytuacji w miasteczku, a ostateczne zwycięstwo – w przeciwieństwie do wielu produkcji – nie było wcale oczywiste.

Dzień z życia zainfekowanego

Jak zatem grać? Cóż, na początku plaga potajemnie ustala listę trzech ofiar – po jednym podopiecznym od każdego uzdrowiciela. To są postaci, które musi zabić, aby zwyciężyć. Później pozostali gracze kolejno rozmieszczają na planszy pionki uzdrowicieli i podopiecznych – nie więcej niż jeden w danej dzielnicy, a jest ich do wyboru piętnaście.

Ruch w turze zawsze odbywa się w z góry wyznaczonej kolejności: najpierw plaga, potem bakałarz Daniel Dankowski, za nim haruspik Artiemij Burach i na końcu oszustka Klara. Ruch plagi jest niejawny; gracz nią sterujący powinien notować podejmowane akcje w zeszycie. W swojej turze plaga może przemieścić się do sąsiedniej dzielnicy, zainfekować dzielnicę lub ją zablokować (o ile wcześniej się nie poruszyła; wtedy ujawnia też swoją pozycję na planszy) oraz rozłożyć karty mutacji, działające trochę jak miny – odwrócone koszulkami do góry, aktywują się dopiero, kiedy pozostali gracze podejmą jakieś działania w danej dzielnicy. Podstawowe zadanie uzdrowicieli polega na rozwiązywaniu aktywnych wydarzeń – to znaczy tych, które leżą na planszy awersem do góry – ponieważ wtedy zyskują kolejne dowody na poparcie swoich teorii. Wydarzenia można rozwiązywać „osobiście” (tj. za pośrednictwem pionka uzdrowiciela) lub oddelegować któregoś z podopiecznych; zawsze wymagane jest wtedy użycie zasobu konkretnego typu: pieniędzy, sekretów lub kluczy. Tkwi w tym tylko jeden haczyk: aby rozwiązywać wydarzenia, należy znajdować się poza kwarantanną; z kolei postaci nieobjęte kwarantanną są szczególnie wystawione na ataki plagi. A śmierć kolejnych podopiecznych sprawia, że uzdrowiciele tracą zebrane dotąd dowody… Jednak bakałarz, haruspik i oszustka nie pozostają tak bezbronni, jak mogłoby się wydawać – każde dysponuje talią recept, czyli zagrywek, które wprowadzają do gry specjalne efekty.

Warto się na chwilę zatrzymać przy tych ostatnich – recepty bowiem są tym, co stanowi o podstawowej różnicy między postaciami, w jakie wcielają się gracze. Bez nich wybór bakałarza, haruspika czy oszustki pozostawałby bez znaczenia, byłby czysto „kosmetyczny”. Jednak talie przypisane poszczególnym uzdrowicielom zawierają odmienne, niepowtarzalne zagrywki. Z jednej strony wpływa to na dookreślenia charakteru protagonistów, a z drugiej wyposaża graczy w narzędzie do „płatania figli” pozostałym uczestnikom zabawy przy jednoczesnym kierowaniu jej na nowe tory.

Na pierwszy rzut oka zasady gry mogą wydawać się skomplikowane – zapewniam jednak, że dość łatwo je opanować. Pomaga w tym bardzo dobrze napisana instrukcja, gdzie poszczególne reguły wyłożono przejrzyście i konkretnie. Wyszukiwanie potrzebnych zagadnień w trakcie rozgrywki nie stanowi problemu (choć zwykle do rozstrzygnięcia wątpliwości wystarczy posiłkować się kartą ze skrótem zasad). Zdarzały się już gry, gdzie źle napisana instrukcja przekreślała całą radość z zabawy – cóż, Pathologic z pewnością do nich nie należy.

Plansza versus myszka

Pierwsze, co przychodzi mi do głowy, kiedy myślę o planszówkowym Pathologicu, to fakt, że gdybym miała oceniać wyłącznie wierność względem wersji komputerowej – dałabym 6/6. Widać, że twórcy sporo wysiłku włożyli właśnie w zachowanie klimatu oryginału. Wpływają na to wspomniane już przeze mnie szata graficzna i ogólny balans rozgrywki, ale również mnóstwo drobiazgów – jak chociażby umieszczanie na kartach wypowiedzi bohaterów występujących w wersji PC (nie jestem pewna, czy przynajmniej część z nich nie stanowi cytatów z samej gry).

Sporo się odnoszę do oryginalnego Pathologica, dlatego może zaznaczę: w planszówkę spokojnie można grać bez znajomości gry komputerowej – i sądzę, że owa nieznajomość w niczym nie psuje zabawy. Po prostu wyłapywanie wszystkich „smaczków” stanowi dodatkową atrakcję. Z drugiej strony planszówka nijak nie pogłębia znajomości świata przedstawionego czy bohaterów. Słabo też wykorzystuje sam motyw stepu – owszem, plaga ma tę przewagę, że może go używać do szybkiego poruszania się, ale na tym właściwie kończy się jego rola. Trochę szkoda – widzę tu niewykorzystany potencjał.

I mały bonus od twórców: na potrzeby planszówki nagrano osobny soundtrack, a adres strony, z której można go pobrać, zamieszczono na końcu instrukcji1. Plik w formacie mp3 to prawie godzina klimatycznego ambientu skomponowanego przez Wasilija Kasznikowa. Sympatyczny gest, nie uważacie?

Pokłosie zarazy

Pomimo dość ponurego tematu Pathologic to bardzo przyjemna planszówka o – jak mi się wydaje – niezbyt wysokim progu wstępu. Nie wymaga znajomości wersji PC, a zrozumienie zasad nie zajmuje długo. Jedna partia trwa około godziny (czyli wyjątkowo zgadza się to z informacją podaną na opakowaniu), można więc grać spontanicznie, bez wcześniejszego rezerwowania połowy dnia. Stanowi dobry przykład na udaną adaptację gry komputerowej do wersji analogowej – z jednej strony wierna oryginałowi, z drugiej zaś przystępna dla „tych, co pierwszy raz”. Mam nadzieję, że uda się doprowadzić do jej wydania w Polsce i szczerze polecam fanom ponurych, zadżumionych klimatów z nutą utopii w tle.

Tylko pamiętajcie: nie możecie ocalić wszystkich.

Jeśli jesteście zainteresowani zakupem planszówki, to możecie ją nabyć na tej stronie: pathologic-game.com

____________________________________________________________
1W chwili, kiedy piszę te słowa, soundtrack nie jest jeszcze ogólnodostępny do pobierania, ale Ice-Pick Lodge obiecuje jak najszybciej zaktualizować swoją stronę internetową.

Ocena tawerny

1 2 3 4 5 5

Inne w tej kategorii

Risen vs Gothic – starcie przyrodnich braci

Porównanie dwóch bardzo dobrych cRPG

Spuścizna P.T.

Czego można się nauczyć od gry, która nigdy nie wyszła

RETROGRANIE: Wiedźmin

Wspomnień czar

Wiedźmin 3: Dziki Gon – Recenzja

Ograliśmy najnowszy projekt studia CD Projekt RED!

Zobacz nas na Instagramie